
Puchar PZŻ - Puck 26-29.05.2011
Zakończył się rozgrywany przez ostatnie trzy dni Puchar Polskiego Związku Żeglarskiego w klasach nieolimpijskich. Dla dwóch najlepszych w Polsce dziewcząt i chłopców była to walka o kwalifikacje
do Ogólnoeuropejskiej Olimpiady Młodzieży, która, dla żeglarzy zostanie rozegrana na jeziorze Garda
we Włoszech.
Dla naszej ekipy była to kolejna okazja do startu w gronie zawodników z całego kraju. Na regaty przyjechaliśmy praktycznie bez żadnego większego przygotowania, można powiedzieć śmiało,
że dla niektórych było to pierwsze zejście na wodę po dwóch tygodniach przerwy w treningach.
Nie poprzedziliśmy też regat obozem, czy treningami w Pucku w celu aklimatyzacji. Zważywszy na to, że znaczna część (a już na pewno czołówka krajowej stawki) tak właśnie zrobiła, miałem pełną świadomość tego, że czeka nas ciężka konfrontacja i niezły sprawdzian przed kolejnymi eliminacjami
do OOM.
Zgodnie z przewidywaniami pierwszy dzień, który był sam w sobie ciężki i męczący nie przyniósł nam szczególnie dobrych rezultatów. Zabrakło też szczęścia, gdyż najlepszy dla nas pierwszy wyścig został powtórzony przez komisję regatową. Powodem był brak możliwości stwierdzenia kto właściwie opłynął trasę, a kto nie.
Jak to możliwe ? Z pośród licznych tras regatowych rozstawionych na wodzie, zawodnicy ominęli
nie ten znak co należy, zależnie od tego jak został rozegrany kurs z wiatrem, jedni opłynęli trasę
od właściwej strony, inni nie. Przyczyna choć błaha to dość zrozumiała, pomimo całkiem silnego wiatru trasa dla techno 293 była dziwnie krótka (zawodnicy widocznie nie mogli w to uwierzyć) i pożeglowali na nieco dalszą (nie swoją) boję. Zła decyzja czołówki boleśnie skutkowała naśladowaniem ich błędu przez całą resztę zawodników.. O dziwo nie znalazła się ani jedna osoba, która miała by odwagę podjąć właściwą decyzję a szkoda, bo okazuję się, że mało kto na wyścigu ma mentalność lidera. Pomyłki się zdarzają ale po co się ścigać jeśli zakłada się żeglowanie ZA a nie PRZED resztą zawodników(?).
Po trzech wyścigach pierwszego dnia, przyszedł więc czas na analizy, rozmowy i wnioski – na szczęście owocne a na nie szczęście było już jakby trochę za późno, bo aż trzy ważne biegi ze wszystkich siedmiu (jak się później okazało) były nieodwracalnie za nami.
Od drugiego dnia aż do końca regat było już coraz więcej tych niezłych wyścigów. Pewnym problemem jest jednak brak równej jazdy podczas całych regat od ich początku, przez środek aż do końca i tak nasi najlepsi zawodnicy raz stanowią ścisłą czołówkę wyścigu a raz żeglują zdecydowanie poniżej swoich możliwości. Średnia, która z tego wychodzi pomimo, iż nie jest zła ,napawa zarówno dużym optymizmem jak i dużym niedosytem.. Wciąż te mieszane uczucia a mój głód i apetyt na sukces rośnie ;) – mam nadzieję, że nie tylko mój !
Tak jak powiedziałem na samym początku, dla naszej grupy start w tych regatach miał przede wszystkim charakter treningowy i stanowił istotny element w przygotowaniu do głównych imprez sezonu regatach.
Rzadkością na jest fakt iż dziewczęta i chłopcy mają wspólny start i jedną klasyfikację. Pięćdziesięcio osobowa flota stanowi twardy orzech zarówno dla jednych jak i drugich, szczególnie
podczas startu. Dobry trening mamy już zatem za sobą, wiemy też, co należy poprawić tak aby jeszcze silniejsi stanąć do kolejnego regatowego starcia, tym razem w Sopocie.
Gratuluję wszystkich dobrych startów i wyścigów, od których serce mi rośnie jednocześnie nieco ubolewam nad tymi wyścigami, gdzie zwyczajny brak szczęścia, czy koncentracji był powodem niepowodzenia i siódmego czy ósmego, a nie czołowego miejsca w regatach.
Z dziewcząt najlepiej żeglowały Klaudia Mańkucka i Daria Sarol, które skończyły regaty na remisie punktowym oraz pnąca się drapieżnie w żeńskiej flocie Aleksandra Szydzik. Z chłopców bardzo wyróżnił się Piotrek Sarol, który zasłużenie staje się coraz groźniejszym zawodnikiem. Z naszej najlepszej czwórki, szczególnie Piotrek i Ola mają naprawdę duże powody do zadowolenia.
Trener grupy Techno 293, Maciej Szafran














